„Usiądź, zasady wytłumaczymy po drodze”

Wtorek, kwadrans po piątej. Na podwórku kamienicy przy Wolności słychać stukot kostek o drewniany blat i szuranie krzeseł, bo Krzysiek jak zwykle przyszedł pierwszy i ustawia stoły. Na parapecie stygnie czajnik, ktoś rozkłada mapę wielkości obrusa, ktoś inny podłącza laptopa do starego monitora. Tak zaczyna się każdy nasz wieczór i tak wyglądał pierwszy, kiedy przyszło siedem osób.
Powiesiłem wtedy kartkę w bibliotece i na drzwiach kiosku: „Szukam ludzi do strategii i gier fabularnych, Wolności 287, czwartek, osiemnasta”. Z siedmiorga troje nie znało nikogo. Jedna z nich, studentka politechniki, przesiedziała godzinę z instrukcją na kolanach, bo nikt nie miał głowy, żeby jej cokolwiek wytłumaczyć. Wyszła przed końcem i nigdy już nie wróciła. Od tamtego wieczoru wiem, po co jest ta gildia.
Dlatego rangi nie mają u nas nic wspólnego z wygrywaniem. W karcie gildyjnej pojawia się pieczątka za każdą partię, w której ktoś komuś pomógł: rozłożył planszę, przeczytał instrukcję na głos, poprowadził pierwszą sesję. Pieczątkę stawia ten, któremu pomożono. Trzy pieczątki robią z ciebie czeladnika, dziesięć – mistrza, a najlepszy taktyk w mieście może zostać uczniem do końca sezonu, jeśli nikomu nie podpowie.
Grają u nas dorośli, najczęściej prosto po pracy: górnik po szychcie, nauczycielka, programista, emerytowany elektryk. Strategie i gry fabularne, raz przy stole, raz na ekranie, w proporcjach, jakie wyjdą z tygodnia. Za nic nie płacisz: nie ma wpisowego ani składek, kawę i herbatę każdy parzy sobie sam. Warunek jest jeden – skończone osiemnaście lat.
- Karta gildyjna
- Jedna kartka na osobę, na niej pieczątki za pomoc, a nie za zwycięstwa.
- Klubownia
- Wysoka sala w oficynie, dwa długie stoły i trzy stanowiska komputerowe.
- Czat gildii
- Własny serwer czatu, na którym umawiamy partie między wtorkiem a sobotą.







